Sokołowsko — początki uzdrowiska

Ten tekst jest częścią cyklu ,,Powrót do przeszłości'' — tłumaczeń artykułów z rocznika ,,Śląski Kalendarz Górski'' (niem. Schlesischer Bergland–Kalender), wydawanego w latach 1928–1942. Wiele artykułów dotyczy okolic Kowalowej i Mieroszowa. Dlatego postanowiłem przypomnieć ciekawe, nieznane teksty z tego czasopisma. Kliknij gdzieś w tej ramce, by zobaczyć pełną listę tekstów w serii.
  1. „Tutaj pracowali nazi–chłopcy”
  2. Szczeliny Wiatrowe, czyli Wietrzne Dziury — opis sprzed 100 lat
  3. Szczeliny Wiatrowe — legenda o Duchu Gór
  4. Lesista Wielka — tajemnica Szczelin Wiatrowych
  5. Pomnikowa lipa z Unisławia Śląskiego
  6. Sokołowsko — początki uzdrowiska
SPIS TREŚCI (kliknij, by rozwinąć)
CZYM JEST ,,ŚLĄSKI KALENDARZ GÓRSKI''?

Śląski Kalendarz Górski (,,Schlesischer Bergland–Kalender’’; dalej będę używał skrótu SBK) to dawne lokalne czasopismo wydawane w Wałbrzychu. Twórcą i redaktorem naczelnym był Max Kleinwächter, wałbrzyski regionalista, pisarz i nauczyciel. SBK jest kopalnią wiedzy o szeroko rozumianej okolicy Wałbrzycha i szerszego obszaru, który Niemcy sudeccy nazywali Schlesische Berge (w dosłownym tłumaczeniu: Góry Śląskie), w tym dzisiejszych Górach Kamiennych i Suchych oraz całej gminie Mieroszów. Kompletne, zdigitalizowane roczniki SBK są dostępne dzięki projektowi Cyfrowy Dolny Śląsk.

Sokołowsko — przykre dobrego początki

Dzisiejsze Sokołowsko stanowi cień swojej dawnej chwały. W połowie XIX w. rozbłysło na medycznym firmamencie niczym supernowa. Stało się tak za sprawą dr. Hermanna Brehmera i jego cudownej na tamte czasy metody leczenia chorób płuc, w tym gruźlicy, prowadzącej często do śmierci. Przed wynalezieniem szczepionki na tę chorobę (co nastąpiło dopiero w latach 20. XX w.) różne sposoby leczenia tuberkulozy — to inna nazwa gruźlicy — i czasami ocierające się o szarlatanerię kuracje były jedyną nadzieją dla chorych, a przynajmniej tych spośród wielkiej ich rzeszy, których było stać na podjęcie długiego i kosztownego leczenia. Metoda Brehmera zdobyła rozgłos i uznanie ze względu na wysoką skuteczność, stając się podstawą leczenia dla innych ośrodków w Europie, m.in. w Davos w Szwajcarii czy Zakopanego w Polsce (wówczas w zaborze austriackim).

Niestety, sukces dr. Brehmera miał swoją ciemną, bardziej drapieżną stronę. To powoduje, że cenię go jako lekarza i sprawnego menadżera, ale pewne jego poczynania, związane z początkową fazą jego medycznego biznesu, żłobią rysy na jego wizerunku ówczesnego ,,zbawcy ludzkości’’. Jakie — wyjaśnia tekst, który przytaczam niżej.

Szczeliny Wiatrowe
Zakład leczniczy dr. Brehmera w Görbersdorf, autor H. Heubner
 

Kilka słów od tłumacza

Poniższy tekst jest przekładem z języka niemieckiego na polski artykułu pt. O początkach uzdrowiska Görbersdorf (oryg. Aus der Jugendtagen des Kurortes Görbersdorf, SBK — rocznik 1929 r., strony 57–60), autorstwa Josepha Urbana. Publikuję go w całości z moimi komentarzami [dodanymi w ten sposób]. Tam, gdzie było to możliwe, użyłem aktualnych polskich nazw toponimicznych, dopisując w nawiasie nazwę oryginalną. Miejsca, które obecnie nie są nazwane, pozostawiłem w oryginalnym brzmieniu, dodając przybliżoną lokalizację.

Do odczytania pierwotnego tekstu użyłem oprogramowania OCR Tesseract oraz AI Claude. Tłumaczenie wykonałem przy pomocy DeepL i Google Translate, a następnie poprawiłem je pod względem stylu i gramatyki.

O początkach uzdrowiska Görbersdorf

Autor: Joseph Urban

Podczas gdy od stuleci chorzy szukali uzdrowienia przy źródłach w Starym Zdroju [niem. Altwasser, dzisiaj dzielnica Wałbrzycha], w XVIII wieku dołączyły do tych miejsc naszej górzystej krainy, gdzie Eskulap szczególnie łaskawie sprawował rządy, Jedlina–Zdrój [Charlottenbrunn], a na początku XIX stulecia — Szczawno–Zdrój [Salzbrunn]. Tu i ówdzie tryskały jeszcze w naszych dolinach uzdrawiające źródła — solanki i wody żelaziste, jak w Cieszowie Górnym [Zeisgrund], przy Piaskowej Górze [Sandberg], w Starych Bogaczowicach [Alt Reichenau], w Unisławiu Śląskim [Nieder-Waltersdorf] i wielu innych miejscach — ale nigdzie nie rozwinęło się czwarte uzdrowisko.

Było to zarezerwowane dla pewnej wioseczki, która aż do połowy ubiegłego stulecia [tj. do połowy XIX w.] była zapomniana przez świat i zagubiona w nim niczym prawdziwa idylla — Sokołowska [Görbersdorf]. Tak rzadko stawała noga wędrowca w dolinie Radosnej Wody [trudna do zgrabnego przetłumaczenia nazwa. W oryginale Freudenwassertal; chodzi o dolinę potoku, który dzisiaj nazywa się Sokołowiec, a na niemieckich mapach nosi nazwę Freudenwasser], tak sporadyczne były też odwiedziny Kostuchy w niskich, drewnianych domostwach wioseczki otoczonej potężnymi szczytami górskimi. Było naprawdę tak, jak śpiewał Hans Sachs z tej miejscowości, mistrz szewski J. G. Urban [właściwie Johann Gottlieb Urban — lokalny poeta ludowy z Sokołowska, urodzony w Kowalowej w 1818 r., przez autorów SBK porównywany do Hansa Sachsa, niemieckiego poety z XVI w.; w tym samym roczniku znalazł się poświęcony mu artykuł wspomnieniowy] — w wierszu przytoczonym w innym miejscu niniejszego kalendarza — że dopiero Eskulap musiał ją wynieść do znaczenia.

Olimpijski bóg przyszedł oczywiście nie osobiście, lecz przysłał jedynie swą przedstawicielkę: była nią panna Marie von Colomb, siostrzenica feldmarszałka Blüchera. Towarzyszyli jej: siostra Amalie oraz narzeczony tej ostatniej — Hermann Brehmer, student matematyki. Było to wiosną 1849 roku, gdy ta trójka wędrowała przez Görbersdorf i z zachwytem przyglądała się bogatym zasobom srebrzystej, chłodnej wody górskiej — właśnie tego szukała Marie von Colomb, zamierzając założyć tu zakład wodoleczniczy. W tym celu nabyła jedyny w tej wiosce murowany dom kryty gontem; do dziś można go zobaczyć w pobliżu pomnika Brehmera [budynek już nie istnieje, pomnik jedynie częściowo]. Ale jej namowy, by mieszkańcy urządzili izby do przyjmowania chorych, gdyż Görbersdorf wkrótce stanie się sławnym uzdrowiskiem, natrafiały na powątpiewanie i niedowierzanie. ,,Nasza woda przecież niczym nie smakuje’’ — rozważali prości, poczciwi ludzie — ,,jakże więc może pomagać chorym?‘’

,,Kuracja wodna’’, zapoczątkowana przez chłopa z Gräfenbergu, Vincenza Priessnitza, była wówczas jeszcze zbyt młoda, by zdążyła stać się znana w górach okolic Wałbrzycha [Waldenburg]. Marie von Colomb szukała u ojca Priessnitza uleczenia poważnej choroby żołądka i je znalazła, a następnie jako tłumaczka często odwiedzanego przez nieznających niemieckiego pacjentów lekarza–cudotwórcy zdobyła dogłębną znajomość jego metody leczenia. Po wysłuchaniu wykładów medycznych w Berlinie czuła się zdolna do samodzielnego prowadzenia zakładu wodoleczniczego.

Lekarka wodna Marie von Colomb była — według ówczesnych pojęć — damą dość ,,wyemancypowaną’‘, która nie gardziła sposobnością, by niekiedy sprawować zabieg nalewania wody na grzbiet swym pacjentom-mężczyznom. Rudolf Gottschall, śląski poeta zmarły w 1909 roku, opisuje ją jako czterdziestoletnią damę ,,raczej energiczną niż piękną, bynajmniej o wykształceniu jednostronnym, silną duchem i wolnomyślną, otwartą na filozofię i poezję’‘. Sam będąc jej pacjentem, głosi: ,,Widzę ją ciągle przed sobą w wysokich kaloszach, niezbędnych na nieprzejezdnych wiejskich drogach, i z potężną laską — niczym berłem Eskulapa — w dłoni.’’

Od tego samego poety, który jak Emil Brachvogel należał do pierwszych gości görbersdorfskiego zakładu wodoleczniczego, dowiadujemy się różnych szczegółów o zwykłych ,,zabiegach wodnych’‘: nacieraniach, owinięciach i pasach Neptuna [Istotnym elementem stosowanym we współczesnych zakładach wodoleczniczych jest tak zwany ,,pas Neptuna’’, czyli rozgrzewający okład z płótna, które uprzednio zwilżono w zimnej wodzie i mocno wyżymano. Stosuje się go w przypadku rozmaitych miejscowych dolegliwości — nawet przy osłabionym trawieniu czy przewlekłych zaparciach — owijając nim klatkę piersiową lub brzuch. Na wierzch zakłada się ciasny opatrunek, bandaż lub kamizelkę, tak aby między skórę, okład i odzież nie mogło przedostać się powietrze. Gdy tylko pas wyschnie, należy go ponownie zwilżyć. W tym przypadku ryzyko przeziębienia jest znacznie mniejsze niż przy stosowaniu okładów gorących (opis zaczerpnięty z Encyklopedii medycyny ludowej, autor Georg Friedrich Most, rok wydania 1930)], brodzeniu w wodzie i kąpielach na siedząco — honny soit qui mal y pense! [franc. hańba temu, kto źle o tym myśli!] — w potokach na terenie wsi, ale też o kuracjach natryskowych aplikowanych po drugiej stronie szosy Podgórze–Mieroszów [Podgórze, niem. Dittersbach — obecnie dzielnica Wałbrzycha], zapewne w rzece Ścinawce1. Młody Hermann Brehmer był przy tym towarzyszem Gottschalla i to on otwierał śluzy.

Już wówczas — było to w kwietniu 1851 roku — Brehmer ,,zmienił kurs’’ i poświęcił studiom medycznym; już wtedy wyrażał ,,heretyckie poglądy’’ na temat wodolecznictwa swojej szwagierki.

Co się działo w owych latach między siostrami von Colomb, a zwłaszcza między Brehmerem a jego szwagierką, pozostało ukryte przed światem; być może klucz do wyjaśnienia trudnych do zrozumienia faktów, które po tym nastąpiły, leży w ocenie, jaką Gottschall — skądinąd wielce szanujący dr. Brehmera — wystawił temu ostatniemu: ,,Jego szorstki, nieustępliwy charakter ściągnął na niego wiele nienawiści i wrogości.‘’

Mówmy teraz samymi faktami, takimi, jakimi ukazują się nam w ogłoszeniach i doniesieniach ,,Breslauer Zeitung’’ od roku 1854. Czytamy tam:

Będąc w drodze z Berlina do Görbersdorfu, by tam na stałe osiąść jako lekarz, zatrzymam się na kilka dni we Wrocławiu [Breslau] i będę przyjmował chorych oczekujących uzdrowienia ze swych dolegliwości dzięki naukowej metodzie wodoleczniczej — Burgfeld 12/13 [dzisiaj ul. Antoniego Cieszyńskiego na Starym Mieście], 3 piętro.

Zasadą moją jest, by każdemu pacjentowi przed przyjęciem do kuracji wodnej z góry powiedzieć, jakich wyników może po niej oczekiwać.

Dr. Brehmer,
praktykujący lekarz, chirurg i położnik,
członek cesarskiej Akademii Przyrodników ,,Carolina Leopoldina’’,
pod przydomkiem Prießnitz.

O ile w tym pierwszym ogłoszeniu Brehmer — obok powoływania się na swoje tytuły akademickie i naukowe — przeciwstawił ,,naukową’’ kurację wodną amatorskiemu partactwu, o tyle w czerwcu i lipcu, już po osiedleniu się w Görbersdorfie, wypowiadał się jeszcze jaśniej i bardziej dosadnie. W kilku ogłoszeniach, zamieszczonych na łamach ,,Breslauer Zeitung’’ oraz ,,Schlesische Zeitung’‘, informuje pacjentów oczekujących powrotu do zdrowia dzięki kuracji wodnej, że osiedlił się w Görbersdorfie, ,,aby w praktyce stosować naukową metodę leczenia wodą. Dzięki temu pacjenci nie tylko unikną tak częstego nadużywania wody, ale zyskają również możliwość zakończenia kuracji w czasie nieporównywalnie krótszym niż dotychczas — jest to korzyść, którą może zapewnić wyłącznie naukowa kuracja wodna, a nie podejście empiryczne (oparte jedynie na doświadczeniu, jakie stosowała panna von Colomb)’’.

Oznaczało to w gruncie rzeczy tyle, że Brehmer osiedlił się w Görbersdorfie obok swojej szwagierki, aby uchronić ludzkość przed kuracjami wodnymi stosowanymi przez tę kobietę, nieposiadającą wykształcenia medycznego. Miłość do ludzkości i głęboki szacunek dla nauki to z pewnością szlachetne przymioty, lecz:

,,Biada temu, kto za skarb wiedzy
płaci własnym sercem!‘’

Brehmer — ,,szorstki i nieustępliwy’’ — zerwał więzy powinowactwa łączące go ze szwagierką, aby na tej samej arenie wydarzeń wznieść pomnik swego wybitnego umysłu oraz nowatorskiej wiedzy. Od tej chwili w Görbersdorfie trwała wojna między empiryczną i naukową metodą leczenia.

Jeszcze dobitniej opisuje sytuację notka w rubryce ,,Lokalne’’ gazety ,,Breslauer Zeitung’’:

Z Görbersdorfu, 3 czerwca. Nasza miejscowość rozpoczyna nowe życie, gdyż osiedlił się tu praktykujący lekarz. Jakkolwiek można z uznaniem mówić o działalności laików stosujących leczenie wodą, to faktem pozostaje, że brakuje im wiedzy niezbędnej do postawienia dokładnej i prawidłowej diagnozy.

,,Nieszczęście’’ zostało więc ,,sprowadzone’’ i potoczyło się swoim biegiem. Kilka dni później dział ogłoszeń ,,Breslauer Zeitung’’ zamieścił długi wiersz, wysławiający pannę von Colomb. Oto kilka strof:

Wszędzie wokół kiełkują źdźbła traw,
a zielony dywan rozkwita!
Obok stoi młoda niewiasta,
bohaterów krew w jej żyłach płynie;
jej dążenia są takie same jak u przodków,
a jej szlachetna odwaga woła: ,,Naprzód!‘’.

Dumny wznosi wzrok,
w którym widać głęboką mądrość,
a wody stają się posłuszne
jej dłoni, która czyni cuda.
Powiedz, Mario – czyż twoje życie,
twój niezwykły los,
twoje pełne świadomości dążenia
oraz twój spokojny, jasny wzrok –
czyż nie przypominają one strumienia,
który chłodzi rozpaloną pustynię
i – świadom wielkiej sprawy –
zwilża pył na swych brzegach? itd.

Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa autorką tej ,,głęboko uczuciowej’’ poezji jest nie kto inny, jak słynna Friederike Kempner [według polskiej Wikipedii to niemiecka pisarka żydowskiego pochodzenia (1828–1904), poetka i działaczka społeczna, nazywana ,,śląskim łabędziem’‘, ,,żydowskim słowikiem’’ lub ,,geniuszem niezamierzonego komizmu’‘.]. Kilka tygodni później Marie von Colomb, wspomniana w owym utworze, poświęciła Kempnerowej kilka strof (również na łamach ,,Breslauer Zeitung’’) w reakcji na jej zaangażowanie w budowę domów pogrzebowych w celu zapobiegania pochówkom osób pozornie zmarłych [tzn. w stanie śmierci klinicznej lub pogrążonych w letargu]. Popularny temat tamtych czasów!

Jednak nawet bardziej udane wiersze nie zdołałyby odwrócić uwagi Marii von Colomb, zagrożonej w swej egzystencji, od prozy życia. Już 30 czerwca tego samego roku zamieściła ona w ,,Breslauer Zeitung’’ następujące ogłoszenie:

,,Görbersdorf!
Do wiadomości lekarzy zajmujących się hydroterapią.
Niniejszym podaję do wiadomości, że zamierzam sprzedać z wolnej ręki swój zakład wodoleczniczy położony w Görbersdorfie w powiecie wałbrzyskim na Śląsku. Zwracam jednocześnie uwagę, że jestem gotowa zobowiązać się wobec ewentualnego nabywcy — w wiążący prawnie sposób — iż w przyszłości nie będę ani przebywać w Görbersdorfie, ani leczyć tam pacjentów; dzięki temu moje późniejsze terapie w żaden sposób nie zaszkodzą interesom nabywcy.‘’

Kilka dni później ukazało się pod powtórzeniem powyższego ogłoszenia kolejne:

W celu sprostowania ogłoszenia mojej siostry, Marii v. Colomb, dotyczącego swobodnej sprzedaży tak zwanego zakładu wodoleczniczego, wyjaśniam, co następuje:
W odniesieniu do nieruchomości stanowiącej wspomniany zakład wodoleczniczy — której wszystkie zabudowania zostały wycenione przez sąd w dniu 17 kwietnia 1852 roku na kwotę 5135 talarów — przysługuje mi prawo pierwokupu, mające pierwszeństwo przed wszelkimi osobami trzecimi. Zatem ostateczne sfinalizowanie sprzedaży nie może nastąpić bez mojego udziału.
Amalie Dr. Brehmer, z domu v. Colomb.

Jesienią tego samego roku Maria von Colomb ogłosiła w prasie, że codziennie udziela konsultacji w oparciu o własną metodę leczniczą; zadeklarowała nawet możliwość skrócenia kuracji — oczywiście za dodatkowym wynagrodzeniem – do 3–4 dni. Przy tym nie chciała już pobierać jak dotychczas 15 talarów z góry, lecz jedynie 2 talary tygodniowo za swe usługi medyczne.

Walka dzielnej damy okazała się jednak bezskuteczna. W 1858 roku musiała ustąpić pola swojemu szwagrowi. Z niezwykłą odwagą i zapałem do szlachetnej sprawy, której poświęciła swoje życie, walczyła nawet w najtrudniejszych chwilach. Jej udziałem stała się dotkliwa bieda, aż wreszcie w klinice słynnego berlińskiego lekarza, doktora Gräfe, znalazła odpowiednie dla siebie stanowisko, które zajmowała aż do śmierci.

I jakaż to osobliwa zbieżność! W tym samym 1858 roku dr Brehmer opublikował swoje przełomowe dzieło o uleczalności gruźlicy, które rozsławiło jego nazwisko na cały świat i uczyniło z Görbersdorfu to, czym jest dzisiaj: uzdrowisko dla chorych na płuca. Metoda wodolecznicza odeszła w niepamięć, niepotrzebna okazała się okrutna walka z godną współczucia szwagierką. Oba zakłady mogłyby przecież spokojnie funkcjonować obok siebie.


Za inspirację do wykonania przekładu powyższego tekstu dziękuję Pani Alicji Kosibie–Lesiak z Tarnowskich Gór, autorce wydanej w 2026 r. broszury o wiele mówiącym tytule Tragiczna historia Marie von Colomb. Zapomniana założycielka sanatorium w Görbersdorfie. Małe objętością, ale bogate treścią wydawnictwo otrzymałem od p. Alicji jako upominek — DZIĘKUJĘ!

  1. W tym miejscu autor błądzi. Pacjenci zakładu leczniczego nie zażywali natrysków w Ścinawce, a na wydzierżawionej lub kupionej przez Marie von Colomb parceli, położonej w górnej części osady Blitzengrund (dzisiaj przysiółek Ługowina, część wsi Kowalowa). Rozpoczęte przez pannę Marie zabiegi lecznicze w tym miejscu, odległym od centrum Sokołowska o ok. 2,5 km, doczekały się kontynuacji pół wieku później, choć w innej formie. Tę historię opisałem w długim tekście Sanatorium Blitzengrund, w rozdziale Uzdrowisko Görbersdorf. ↩