Pomnikowa lipa z Unisławia Śląskiego
Sędziwe drzewo --- żywy świadek historii.
Ten tekst jest częścią cyklu ,,Powrót do przeszłości'' — tłumaczeń artykułów z rocznika ,,Śląski Kalendarz Górski'' (niem. Schlesischer Bergland–Kalender), wydawanego w latach 1928–1942. Wiele artykułów dotyczy okolic Kowalowej i Mieroszowa. Dlatego postanowiłem przypomnieć ciekawe, nieznane teksty z tego czasopisma. Kliknij gdzieś w tej ramce, by zobaczyć pełną listę tekstów w serii.
SPIS TREŚCI (kliknij, by rozwinąć)
Śląski Kalendarz Górski (,,Schlesischer Bergland–Kalender’’; dalej będę używał skrótu SBK) to dawne lokalne czasopismo wydawane w Wałbrzychu. Twórcą i redaktorem naczelnym był Max Kleinwächter, wałbrzyski regionalista, pisarz i nauczyciel. SBK jest kopalnią wiedzy o szeroko rozumianej okolicy Wałbrzycha i tym, co Niemcy sudeccy nazywali Schlesische Berge (w dosłownym tłumaczeniu: Góry Śląskie), w tym dzisiejszych Górach Kamiennych i Suchych oraz całej gminie Mieroszów. Kompletne, zdigitalizowane roczniki SBK są dostępne dzięki projektowi Cyfrowy Dolny Śląsk.
Wprowadzenie
W Unisławiu Śląskim, największej pod względem powierzchni i drugiej pod względem liczby mieszkańców wsi gminy Mieroszów, od końca XVI w. stoi niewielki kościół, aktualnie pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Obok kościoła znajduje się cmentarz parafialny z kilkudziesięcioma nagrobkami. Całość otoczona jest murem.
W czerwcu 1966 r. kościół z przyległym do niego terenem został wpisany do rejestru zabytków pod numerem A/1838/1753. Ze skromną dokumentacją archiwalną można zapoznać się w serwisie Zabytek.pl.
Po południowej stronie kościoła, na wysokości wejścia do świątyni, przy murze okalającym cmentarz, rośnie okazałe drzewo — lipa drobnolistna (łac. Tilia cordata). Umieszczona na nim zielona tabliczka informuje, że jest to pomnik przyrody. Lipa oficjalnie stała się pomnikiem w sierpniu 2008 r., wraz z kilkoma innymi obiektami przyrody ożywionej i nieożywionej. Swego czasu napisałem dłuższy tekst o wszystkich pomnikach przyrody w gminie Mieroszów — zachęcam do lektury.

Według opisu z Centralnego Rejestru Form Ochrony Przyrody, prowadzonego przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska, w chwili dokonywania wpisu do rejestru drzewo miało ok. 26 m wysokości, średnicę 275 cm i obwód 864 cm.
I właśnie tej sędziwej lipie poświęcony był tekst w trzecim wydaniu ,,Śląskiego Kalendarza Górskiego’’ (rocznik 1930), który we własnym nieporadnym przekładzie, wspomaganym tłumaczeniem maszynowym, przedstawiam poniżej.
Kilka słów od tłumacza
Oryginalny tekst nosi tytuł Die Friedhofslinde in Langwaltersdorf (SBK — rocznik 1930 r., strony 87–88). Jego autorką jest Frieda Benske. Langwaltersdorf to wcześniejsza, niemiecka nazwa wsi Unisław Śląski. Tekst publikuję w całości z moimi komentarzami [dodanymi w ten sposób].
Do odczytania pierwotnego tekstu użyłem oprogramowania OCR Tesseract oraz AI Claude. Tłumaczenie wykonałem przy pomocy DeepL i Google Translate, a następnie poprawiłem je pod względem stylu i gramatyki, starając się jednak zachować śpiewną, poetycką kompozycję oryginału.
,,Cmentarna lipa z Unisławia’’
Autorka: Frieda Benske
Osobliwy czar unosi się nad tą małą, Bogu poświęconą przestrzenią — katolickim cmentarzem w Unisławiu Śląskim [Langwaltersdorf]. Gdy furtka zamyka się za nami, znajdujemy się w innym świecie, a cienie przeszłości snują wokół nas swoje nici. Głęboki spokój, który unosi się nad tym skrawkiem ziemi, na chwilę wyzwala i nas od wszelkiego ziemskiego cierpienia, a spojrzenie wędruje przez jasną zieleń brzóz otaczających to miejsce niczym wieniec, ku pięknym rodzinnym górom, za które słońce zdąża ku zachodowi. A w nas rozbrzmiewają słowa psalmisty: ,,Wznoszę swe oczy ku górom: Skądże nadejdzie mi pomoc!‘’ [cytat na podstawie Biblii Tysiąclecia (Stary Testament, Księga Psalmów, psalm 121)]
Z oddali dobiega turkot pociągu albo przenikliwy dźwięk klaksonu, lecz należą one do innego świata, który w tym miejscu dla nas zaginął.
Tu, tuż przy starym murze cmentarnym, śni stara lipa — znak rozpoznawczy Unisławia, jedyny świadek sięgający z mglistej przeszłości aż po nasze dni. Wieki przeszły obok niej szumem. Pokolenia układały się u jej stóp do grobu.
Słyszała dzikie wrzawy wojenne — widziała, jak wioska i mały kościółek u jej boku obracają się w gruzy — widziała, jak wioska po stu latach budzi się wreszcie do nowego życia — zieleniała i kwitła radośniej, niż gdy w roku 1593 wznoszono stojący do dziś dom Boży.
Szumiała ostatniemu ewangelickiemu pastorowi, Johannowi Ortlobowi, który — gdy niegdyś ewangelicki kościół został 26 marca 1654 roku zwrócony katolikom i musiał ująć w dłoń laskę wygnańca — pożegnał się z nią po raz ostatni…
Nigdy nie rozbrzmiewała pod jej zielonym baldachimem radosna pieśń, nigdy radosny korowód dzieci nie tańczył wokół jej pnia w piękny czas majowy. Jedynie śpiew ptaków rozbrzmiewa triumfalnie w jej gałęziach i łączy się z poważnymi tonami dobiegającymi z pobliskiego domu Bożego.
Niejednemu zmęczonemu wędrowcowi, który z szerokiego świata znalazł w jej cieniu spoczynek [chodzi o pacjentów z Sokołowska, zmarłych podczas kuracji i pochowanych na tutejszym cmentarzu] i którego grób jest zapomniany lub nieosiągalny dla tęsknoty bliskich, syple miłosiernie swoje woniejące kwiaty na mogiłę, a jej gałęzie szumią: ,,Światłość wiekuista niechaj im świeci!‘’
O wieku tego czcigodnego drzewa nie da się ustalić niczego pewnego. Podanie głosi, że pod nim pochowano siedmiu braci zabitych przez zarazę. Mur cmentarny wykazuje od zewnątrz w tym miejscu wyraźnie ślady półkolistego łuku, wskazujące na niegdyś tu istniejące drzwi. Być może były one wejściem do krypty. Świadczy o tym regularne, liczące około 3 metrów kwadratowych, ledwo już zauważalne wzniesienie terenu.
Potężny pień o obwodzie ośmiu metrów rozdziela się na wysokości około czterech metrów w trzy konary równej grubości, które przed wojną [mowa oczywiście o pierwszej wojnie światowej — druga wybuchnie 9 lat po wydrukowaniu tego tekstu] zostały objęte ze sobą kotwami przez mistrza kowalskiego Fürlego, spoczywającego dziś u stóp lipy, by zjednoczone mogły stawiać czoło gwałtownym burzom.
Zwietrzała kora lipy z rysami i bruzdami w wielu miejscach tak głębokimi, że można włożyć między nie dłoń, wygląda jak wykuta w kamieniu i przypomina zwietrzałą skałę. Kto potrafi odczytać te runy wyryte przez czas żelaznym rylcem, do tego przemawia Głos Boży o przemijalności człowieka: ,,Rozkwita niczym polny kwiat. A kiedy wiatr po nim przejdzie — nie ma go i już go nie poznaje jego miejsce.‘’ [cytat na podstawie Biblii Tysiąclecia (Stary Testament, Księga Psalmów, psalm 103)]
Pięć jarzębin i czarny bez zapuściły korzenie między potężnymi konarami tego drzewa i zdobią je jesienią swoimi czerwonymi owocami — rzadki widok dla miłośnika przyrody.
W 1926 roku piorun uderzył w drzewo i rozdarł jego korę na strzępy. Być może dlatego drzewo jest uschnięte na czubku. Od dawna też już nie kwitnie.
Wzrok z trudem rozszyfrowuje na czarnym marmurowym kamieniu piękne słowa:
,,Ciesz się promieniem słońca,
Wkrótce zmrok nastanie.
Szczęście — ono przemija,
Słońce — ono trwa!‘’I z tym powracamy z cienia przeszłości do życia. Furtka zgrzyta, a w sercu długo jeszcze brzmi: ,,Szczęście — ono przemija, słońce — ono trwa!‘’

Trochę historii
W poszukiwaniu dodatkowych informacji sięgnąłem po książkę Chronik von Friedland und Umgegend (pol. Kronika Mieroszowa i okolic) autorstwa dziewiętnastowiecznego kronikarza z Mieroszowa, Augusta Wernera. Niestety, w liczącym sobie niemal 950 stron polskim przekładzie nie znalazłem żadnej wzmianki o unisławskiej lipie — albo zwyczajnie ją przeoczyłem w morzu tekstu. Wynotowałem sobie za to kilka zdań mówiących o roku 1593, który — według Friedy Benske — był rokiem budowy kościoła w Unisławiu:
Rok 1593 spowodował wiele szkód za sprawą wielkiego gradobicia, kiedy to poszczególne kule gradowe miały mieć wielkość dziecięcej główki, co z pewnością wydaje się bardzo przesadzone. Również przeloty szarańczy w 1593 r. nie oszczędziły terenów górskich. W następstwie burz połączonych z gradobiciami doszło do powodzi.
O tym 1593 r. kronika z Unisławia Śląskiego wspomina:
Iż tego roku panowała tak mroźna, wilgotna i okrutna zima, iż zboża ozime stojące w pełnym rozkwicie niemal całkowicie przemarzły i wyginęły, a ich kłosy wyglądały tak, jak wymłócona słoma, przez co w późniejszym czasie dla zwykłych ludzi powstała wielka nędza.
W 1594 r. panowała również taka susza, iż gorąca jesień przeszkodziła we wzroście zasiewów ozimych i zmusiła w późniejszym czasie rolników do ich zaorania, zaś ceny żyta wywindowała na wysokość 54 groszy. (str. 105–106 w niemieckim oryginale, str. 144–145 w wydaniu polskim).
Zdjęcia













Dziękuję p. Tomaszowi Tracewskiemu za udostępnienie zdjęć wykorzystanych w tekście.
