Szczeliny Wiatrowe — legenda o Duchu Gór

Ten tekst jest częścią cyklu ,,Powrót do przeszłości'' — tłumaczeń artykułów z rocznika ,,Kalendarz Pogórza Wałbrzyskiego'', wydawanego w latach 1928–1942. Wiele artykułów dotyczy okolic Kowalowej i Mieroszowa. Dlatego postanowiłem przypomnieć ciekawe, nieznane teksty z tego czasopisma. Kliknij gdzieś w tej ramce, by zobaczyć pełną listę tekstów w serii.
  1. „Tutaj pracowali nazi–chłopcy”
  2. Szczeliny Wiatrowe, czyli Wietrzne Dziury — opis sprzed 100 lat
  3. Szczeliny Wiatrowe — legenda o Duchu Gór
SPIS TREŚCI (kliknij, by rozwinąć)
CZYM JEST ,,KALENDARZ POGÓRZA WAŁBRZYSKIEGO''?

Kalendarz Pogórza Wałbrzyskiego (,,Schlesischer Bergland–Kalender’’; dalej będę używał skrótu SBK) to dawne lokalne czasopismo wydawane w Wałbrzychu. Twórcą i redaktorem naczelnym był Max Kleinwächter, wałbrzyski regionalista, pisarz i nauczyciel. SBK jest kopalnią wiedzy o szeroko rozumianej okolicy Wałbrzycha, w tym dzisiejszych Górach Kamiennych i Suchych oraz całej gminie Mieroszów. Kompletne, zdigitalizowane roczniki SBK są dostępne dzięki projektowi Cyfrowy Dolny Śląsk.

Kilka słów od tłumacza

Przed lekturą legendy o Duchu Gór zachęcam do zapoznania się z tekstem Szczeliny Wiatrowe, czyli Wietrzne Dziury — opis sprzed 100 lat — przełożonym na język polski artykułem z 1928 r. Autor opisuje miejsce, które dzisiaj nazywamy Szczelinami Wiatrowymi, a przed 1945 r. znane było jako Wietrzne Dziury (niem. die Windlöcher).

W tym samym numerze SBK Max Kleinwächter przytacza legendę mającą źródło jeszcze w średniowieczu, opublikowaną w czasopiśmie ,,Gebirgs–Blüthen’’ (,,Górskie kwiaty’’) w 1834 r. Poniższy tekst jest przekładem z języka niemieckiego na polski tego tekstu nieznanego autora pt. Joppetoms, czyli Wietrzne Jaskinie pod Friedlandem [Mieroszowem] (oryg. Joppetoms oder: Die Windhöhlen bei Friedland, SBK — rocznik 1928 r., strony 64–70). Publikuję go w całości z moimi komentarzami [dodanymi w ten sposób]. Tam, gdzie było to możliwe, użyłem aktualnych polskich nazw toponimicznych, dopisując w nawiasie nazwę oryginalną.

Do odczytania pierwotnego tekstu użyłem oprogramowania OCR Tesseract oraz AI Claude. Tłumaczenie wykonałem przy pomocy DeepL, a następnie poprawiłem je pod względem stylu i gramatyki.

Legenda o Szczelinach Wiatrowych

,,Joppetoms, czyli Wietrzne Jaskinie pod Friedlandem’’

Autor: F.M.

Jest sobie rozległa górska dolina, na dnie której rozłożyło się miasteczko Mieroszów, położone na lewym [tak jest w oryginale; powinno być ,,prawym’’] brzegu Ścinawki — rzeki biorącej źródło pod Suchawą [niem. Dürrenberge; w rzeczywistości źródło Ścinawki jest na południowo–zachodnim stoku Borowej]. Na północnym wschodzie wznosi się Kościelna Góra, swą nazwę zawdzięczająca dwóm kościołom [dzisiaj już tylko jednemu] u jej podnóża. Z grzbietu roztacza się najpiękniejszy widok na Góry Stołowe i Śnieżnik. Około dwóch godzin drogi [pieszo] stąd leżą słynne Skały Adrszpaskie.

Do osobliwości przyrodniczych okolicy zaliczają się też Wietrzne Jaskinie [Windhöhlen] na hali lasu Unisław Śląski, o pół mili od Mieroszowa. Są to trzy zagłębienia wykute w posępnych masach skalnych i zbiegające się ku dołowi, z wejściem na tyle szerokim, że człowiek mógłby wygodnie zejść w głąb — gdyby nie niebezpieczeństwo, jakie się z tym wiąże. Po niemal pionowym zejściu na głębokość około dwudziestu łokci korytarz skręca, a nikt nigdy nie dotarł do jego końca. W zimnej porze roku unosi się z jaskiń ciepła mgła, skupiająca się przy wejściu w gęste chmury pary, które wolno przemieszczają się po górskim grzbiecie. O tym, co wydarzyło się tu w roku 1428, opowiada ludowe podanie:

Już w roku 1426 drebici1 (tak zwała się jedna z frakcji, na które rozpadli się husyci) rzucili się na Śląsk ze straszliwą zemstą. Ich drogę znaczyły mogiły i zgliszcza. Kamienną Górę obrócono w gruzy, Krzeszów splądrowano, mnichów brutalnie zamordowano. W kolejnym roku, w Laetare [4. niedziela Wielkiego Postu], wściekli niszczyciele zaatakowali Bolesławiec, podpalili miasto, zrabowali wszelkie dobra kościelne, wbili proboszczowi żelazny gwóźdź w głowę i ścięli burmistrza toporem na dyszlu konnego wozu. Mieszkańcy Złotoryi, którzy próbowali ratować się ucieczką do Legnicy, zostali dogonieni, zawróceni i wrzuceni do miejskiej fosy. Jeszcze straszliwsze spustoszenia siały wiosną 1428 r. oddziały taborytów i waizytów2. Na jaw wychodziły coraz to nowe okrucieństwa. Straszliwa nędza panowała w śląskich górach — przeżył tylko ten, kto poddał się wrogom. Taki sam los spotkał Mieroszów. Wielu mieszkańców umarło z głodu, innych zabrała zaraza, siejąca śmierć w ślad za wojną. Z miasteczka pozostały tylko pojedyncze domostwa, a nieliczni, którzy przeżyli, choćby pracowali pilnie i wytrwale, ledwie zdobywali najskromniejsze pożywienie.

W jednej z chat mieszkał Thomas Joppich, stolarz, zwany przez wszystkich Joppetoms — człowiek pobożny i uczciwy, niewiele wymagający od życia. Kochał namiętnie swój mały, zrujnowany folwark, choć zaznał w nim tyle złego od losu. Droga żona umarła na złośliwą chorobę w kwiecie życia. Trzyletni syn musiał obywać się bez troskliwości, jaką matczyna miłość otacza i strzeże delikatne dzieciństwo. Chciwi wrogowie zagrabili wszystko, co w pocie czoła mozolnie wypracował. Swego młodszego brata Konrada, towarzysza radości i smutków, stracił rok wcześniej w budzący współczucie sposób. Butni i zuchwali husyccy knechci zmusili dzielnego młodzieńca do zejścia w przerażającą czeluść Wietrznych Jaskiń — skąd już nie powrócił.

Tam właśnie zmierzał pewnego spokojnego wieczoru pogrążony w żałobie Thomas ze swoim dzieckiem. Uklęknął na krawędzi skalnej otchłani i modlił się o spokój duszy zamordowanego brata. Często zdawało mu się wprawdzie, gdy o zapadającym zmroku trwał przy wejściu do jaskini w mrocznym lesie, że z głębi szczeliny słyszy, jak ktoś woła jego imię, lecz równie często przekonywał się, że to tylko złudzenie wywołane szumem powietrza z czeluści, i przygnębiony wracał do Mieroszowa.

Sąsiedzi i przyjaciele małą mieli pociechę z towarzystwa stolarza, który coraz bardziej pogrążał się w smutku i szukał zapomnienia w nieustannej pracy. Minęło dwanaście miesięcy od husyckiej zbrodni na jego bracie. Wtedy, w wigilię pierwszej rocznicy, Thomas zabrał chłopca na miejsce, gdzie Konrad rok wcześniej zniknął na zawsze, by zgodnie ze swym zwyczajem w modlitwie jednoczyć się z duchem zaginionego. Dziecko, bawiące się w pobliżu ojca pogrążonego w pobożnym rozmyślaniu, nieostrożnie zbliżyło się do krawędzi jaskini i z żałosnym krzykiem runęło w głąb. Bez chwili wahania rzucił się za nim przerażony ojciec. Wtem poczuł, jak niewidzialne ręce chwytają go i prowadzą w głąb górskich korytarzy. Wielkie było jego zdumienie, gdy ujrzał przed sobą — choć w dużej odległości — swoje dziecko zdrowe i całe, prowadzone przez Konrada.

– Konrad! – zawołał. – Nie uciekaj, przyprowadź chłopca!

Postacie nie zważały jednak na wołanie i znikły — Thomas stracił je z oczu. Przerażony mężczyzna gnał za nimi przez jasne korytarze i wspaniałe groty — na próżno.

– Nie zbliżaj się! – zagrzmiał nagle przed nim szorstki głos, a przed oczami zatrwożonego stolarza stanęła olbrzymia postać o gniewnym obliczu i groźnie wzniesionej prawicy.

– Nie zbliżaj się! – powtórzyła zjawa. – Nie dosięgniesz tych, których ścigasz. Są pod wyższą ochroną, lecz jeśli zaufasz mocy przyjaznych duchów, wkrótce znów ujrzysz swoich bliskich.

– Rozumiem – odrzekł Thomas. – Śmierć wkrótce mnie z nimi połączy. Pozwól mi tu umrzeć! Życie bez ukochanych jest dla mnie ciężarem.

– Nie mam mocy – odpowiedział Straszny – by odebrać ci życie. Powinieneś wrócić do swoich cały oraz sowicie wynagrodzony – taka jest wola losu. Wróć tu za rok, a czeka cię radość, jakiej się nie spodziewasz.

Stolarz potrząsnął głową z niedowierzaniem. Wtedy Duch Gór rozgniewał się, tupnął i blask przebogatych grot zgasł. Przepaść otworzyła się, a niedowiarek spadł w głąb. Gdy po pewnym czasie wybudził się z omdlenia podobnego śmierci, ujrzał się w posępnej, budzącej trwogę jaskini. Leżące obok stworzenie ziewnęło na niego szeroko otwartą paszczą. Ogarnięty trwogą i przerażeniem, Joppetoms błagał Boga o ratunek. Natychmiast pojawił się Duch Gór i skarcił Thomasa za krótkowzroczność.

– Jakże mam wierzyć – zapytał wyszydzony stolarz – ja, któremu los pozwolił na nędzną egzystencję tylko po to, bym z pękniętym sercem wlókł swe życie? Jak mi zaręczysz prawdziwość swojej obietnicy?

Wtedy Duch wyciągnął rękę — skały rozpadły się. W grocie rozświetlonej magicznym blaskiem siedział syn stolarza u boku uznanego za zabitego, a teraz przytulającego go Konrada.

Thomas głośno i z radością wywołał imiona brata i syna. Obaj przybiegli i mocno go uściskali, tak jakby poza nimi nie było nic na świecie. Thomas nie spostrzegł, że wszystko wokół stopniowo znika, że jest unoszony z tej niesamowitej otchłani ku wyjściu i wynoszony na światło. Przy wejściu do Wietrznych Jaskiń ocknął się wraz z nadejściem nowego dnia. Ogarnięty straszliwą trwogą, pozbawiony teraz nawet ostatniej pociechy, pospieszył nieszczęśnik do swej siedziby, w którą wkroczył najgłębszy smutek.

Biedak zadręczał się myślami, pełen wątpliwości, czy może ufać obietnicy Ducha Gór, czy też swą wizję uznać za płód chorej wyobraźni. Wkrótce sąsiedzi zaczęli szukać dziecka, a gdy Thomas w swym przygnębieniu nie dawał nikomu zadowalającej odpowiedzi, szeptano po kątach, że mężczyzna w ataku szaleństwa zamordował chłopca. Pogłoski rozchodziły się coraz szerzej, aż słudzy wymiaru sprawiedliwości uznali, że mają dość podstaw do interwencji. Pewnego ranka przyszli tedy sędziowie z zamku Książ, do którego należał Mieroszów, i z całą surowością zażądali od stolarza, by pokazał im dziecko, które zaginęło przed tygodniami. Thomas opowiedział, co go spotkało. Lecz zeznania tego, jak go nazwali, ponurego człowieka brzmiały w uszach sędziów zbyt bajkowo, toteż uznali za stosowne osadzić go w zamkowym więzieniu na czas zbadania sprawy.

Żywa była jeszcze w owych czasach wiara, że prócz ludzi także inne, doskonalsze istoty zamieszkują ziemię i z przyjaznych względów lub na rozkaz sił wyższych obcują ze śmiertelnikami. Tej powszechnie panującej wierze zawdzięczał Thomas, że sędziowie nie odważyli się zlekceważyć opowiadanej przez niego przygody — zwłaszcza że zeznania we wszystkich przesłuchaniach były jednakowo spójne, a wymagana opinia kleru nie stawiała pod znakiem zapytania możliwości zaistnienia tych zdarzeń. Chętnie jednak wyciśniętoby z podejrzanego przyznanie się do winy i w tym celu postanowiono sięgnąć po tortury, będące barbarzyńskim, ale dozwolonym wówczas środkiem przymusu.

Już oddano nieszczęśnika w ręce kata, już ten przywiązał go do drabiny, gdy pisarz sądowy otrzymał wieść, że Hans Cholda3, wódz husytów, ciągnie ze swą zbrojną drużyną na zamek. Sędziowie uciekli natychmiast, tak samo nogi za pas wziął starosta, a Thomas uniknął mąk, jakimi nieczuli ludzie chcieli go złamać.

Nie wiadomo, skąd Cholda dowiedział się o mieroszowskim stolarzu i jego przygodach, lecz pewne jest, że — czy to z litości, czy z ciekawości — kazał przyprowadzić aresztowanego i sam go wypytał. Joppich opowiedział surowemu wojownikowi to samo, co wielokrotnie zeznawał przed sędziami, a Cholda — poruszony tym ponad miarę, a i będący pod wpływem przesądów swej epoki — postanowił dowiedzieć się, kim byli łotrzy, którzy wrzucili brata stolarza w otchłań Wietrznych Jaskiń. Zrządzeniem losu dowodzona przez niego wataha była tą samą, która dwa lata wcześniej grasowała w okolicach Friedlandu.

Szybko znaleziono winnych. Nie ukrywali oni popełnionego czynu, bo w ich mniemaniu zwycięzca miał prawo postępować z pokonanymi wedle własnej woli. Dowódca jednak surowo nakazał postąpić z nimi tak, jak oni uczynili biednemu Konradowi. Sam poprowadził oddział wyznaczony do wykonania wyroku.

Lecz fen [niem. Föhn — ciepły, suchy wiatr schodzący z gór; tutaj w znaczeniu powietrza wychodzącego ze szczelin wiatrowych, czasami widocznego zimą pod postacią mgiełki] wydobywający się z niezwykłą siłą z jaskini uniemożliwił husyckim złoczyńcom zbliżenie się do wylotu. Siła wyższa odrzuciła zuchwalców od wejścia, a Cholda uznał za konieczne odstąpić od swego zamiaru.

Tymczasem rok przeminął i nadszedł dzień, w którym Thomas stracił dziecko, a wcześniej brata. Nikt nie odważył się przeszkadzać ojcu pogrążonemu w głębokiej trosce, gdy z nadejściem wieczoru znów udał się ku skałom, z których miała nadejść nowa nadzieja. Biedak spędził już kilka godzin na modlitwie, gdy — był może środek nocy — rozległa się łagodna muzyka, zapraszająca do odwiedzenia jaskini, i Thomas ponownie rzucił się w głębię.

Jego oczom ukazał się olśniewający świat. W ogromnej grocie, w której trudnym do opisania blaskiem i kolorami lśniły skarby ziemi, ujrzał syna zbliżającego się ku niemu wraz z Konradem, z oczami błyszczącymi radością. Thomas szybko przekonał się, że jego ukochani żyją, wziął brata w ramiona i dziękował Bogu i Duchowi Gór za ocalenie bliskich. Dopiero rankiem cała trójka niepostrzeżenie wzniesiona została ku wyjściu i tutaj Thomas upadł, przytłoczony radością.

Łatwo pojąć zdumienie i zawstydzenie, jakie ogarnęły mieszkańców Mieroszowa, gdy ujrzeli wśród siebie Joppicha z synem i zaginionym od dwóch lat bratem. Sam Cholda nie mógł uwierzyć w szczęśliwe zakończenie i dopiero na usilne prośby stolarza uwolnił dwóch żołnierzy, którzy tak nieludzko obeszli się z Konradem. Ten zaś opowiedział, że spędził ów czas nie, jak mniemano, w Wietrznych Jaskiniach, lecz że dobroczynny Duch Gór poprowadził go długim szeregiem podziemnych korytarzy aż do Skał Adrszpaskich. Tam, na rozkaz swego opiekuna, wzniósł sobie chatę i niewidzialną ręką był hojnie zaopatrywany we wszystko, czego potrzeba do znośnego życia. Miał też ukochaną żonę, a przed rokiem władca Wietrznych Jaskiń przyprowadził mu jeszcze chłopca z nakazem troskliwej opieki nad dzieckiem brata.

– Dopiero wczoraj – zakończył Konrad – usłyszałem radosną nowinę, że mogę przyprowadzić chłopca ojcu i być, bracie, który tak serdecznie mnie kochał, posłańcem twojego szczęścia.

Dobry Duch pozostawił synowi Joppetomsa i jego opiekunowi cenny dar — wystarczający, by dalsze życie braci wolne było od trosk. Od tamtej pory, jak głosi legenda, nie ukazał się już żadnemu śmiertelnikowi.

  1. Autor ma na myśli zapewne ,,horebitów’’, zwanych tak od góry, którą husyci nazywali Horeb.

  2. Dwie inne frakcje husytów.

  3. Postać Hansa Choldy jest historyczna. Czy zdobył on zamek Książ (Fürstenstein), nie udało się ustalić.