Lesista Wielka — tajemnica Szczelin Wiatrowych

Ten tekst jest częścią cyklu ,,Powrót do przeszłości'' — tłumaczeń artykułów z rocznika ,,Śląski Kalendarz Górski'' (niem. Schlesischer Bergland–Kalender), wydawanego w latach 1928–1942. Wiele artykułów dotyczy okolic Kowalowej i Mieroszowa. Dlatego postanowiłem przypomnieć ciekawe, nieznane teksty z tego czasopisma. Kliknij gdzieś w tej ramce, by zobaczyć pełną listę tekstów w serii.
  1. „Tutaj pracowali nazi–chłopcy”
  2. Szczeliny Wiatrowe, czyli Wietrzne Dziury — opis sprzed 100 lat
  3. Szczeliny Wiatrowe — legenda o Duchu Gór
  4. Lesista Wielka — tajemnica Szczelin Wiatrowych
  5. Pomnikowa lipa z Unisławia Śląskiego
  6. Sokołowsko — początki uzdrowiska
SPIS TREŚCI (kliknij, by rozwinąć)
CZYM JEST ,,ŚLĄSKI KALENDARZ GÓRSKI''?

Śląski Kalendarz Górski (,,Schlesischer Bergland–Kalender’’; dalej będę używał skrótu SBK) to dawne lokalne czasopismo wydawane w Wałbrzychu. Twórcą i redaktorem naczelnym był Max Kleinwächter, wałbrzyski regionalista, pisarz i nauczyciel. SBK jest kopalnią wiedzy o szeroko rozumianej okolicy Wałbrzycha i szerszego obszaru, który Niemcy sudeccy nazywali Schlesische Berge (w dosłownym tłumaczeniu: Góry Śląskie), w tym dzisiejszych Górach Kamiennych i Suchych oraz całej gminie Mieroszów. Kompletne, zdigitalizowane roczniki SBK są dostępne dzięki projektowi Cyfrowy Dolny Śląsk.

Szczeliny Wiatrowe — jeszcze jeden powrót do przeszłości

Poniższy tekst jest kontynuacją publikacji Wietrzne Dziury (oryg. Die Windlöcher), napisanego przez Maxa Kleinwächtera w 1928 r. Przypomniałem go w maju 2026 r. pod wiele mówiącym tytułem Szczeliny Wiatrowe, czyli Wietrzne Dziury — opis sprzed 100 lat. Przytoczyłem również liczącą sobie kilkaset lat Legendę o Duchu Gór, w baśniowej formie ,,wyjaśniającej’’ pojawienie się tych tworów przyrody.

Jak widać, szczeliny na szczycie Lesistej Wielkiej (ówcześnie nazywanej Hohe Heide) były tak dużą atrakcją i regionalną ciekawostką, że co jakiś czas wracano do tego tematu na łamach lokalnych wydawnictw.

Dla przypomnienia — lokalizacja szczelin wiatrowych w atlasie gminy Mieroszów:

 

Kilka słów od tłumacza

Poniższy tekst jest przekładem z języka niemieckiego na polski artykułu pt. Lesista Wielka — tajemnica Szczelin Wiatrowych (oryg. Die Große Heide — das Geheimnis der Windlöcher, SBK — rocznik 1941 r., strony 58–61), autorstwa Kurta Steidingera. Publikuję go w całości z moimi komentarzami [dodanymi w ten sposób]. Tam, gdzie było to możliwe, użyłem aktualnych polskich nazw toponimicznych, dopisując w nawiasie nazwę oryginalną. Miejsca, które obecnie nie są nazwane, pozostawiłem w oryginalnym brzmieniu, dodając przybliżoną lokalizację.

Do odczytania pierwotnego tekstu użyłem oprogramowania OCR Tesseract oraz AI Claude. Tłumaczenie wykonałem przy pomocy DeepL i Google Translate, a następnie poprawiłem je pod względem stylu i gramatyki.

Lesista Wielka — tajemnica Szczelin Wiatrowych

Autor: Kurt Steidinger

Uwaga redakcyjna: odsyłamy do artykułu ,,Die Windlöcher’’ Maxa Kleinwächtera, opublikowanego w Schlesischen Bergland–Kalender 1928, który niniejszy artykuł, oparty na dokładnych obserwacjach, wartościowo uzupełnia. Ten sam rocznik [tj. SBK 1928] zawiera też sagę ,,Toppetoms albo Wietrzne Dziury pod Friedlandem’’.

Jest majowy dzień. Domki Unisławia Śląskiego [Langwaltersdorf] toną w kwiatach niczym w śniegu. Idziemy z biegiem Ścinawki [Steinebache]. Tuż przed nadleśnictwem skręcamy z głównej drogi i wchodzimy w Schüsselwiesen [obecnie szlak zielony PTTK z Unisławia Śląskiego na szczyt Polanka]. Jakiż świat się przed nami otwiera! Ten skrawek ziemi można porównać ze szkatułką, w której Pan Bóg ukrył tajemne skarby, by sprawić radość ludziom.

Chodźmy na poszukiwania, poprowadzę cię.

Łąki ciągną się wzdłuż strumyka w górę. Po obu stronach na stokach stoją głównie świerki — dzielni rycerze: zawsze poważni, zawsze surowi, latem i zimą w tej samej ponurej zbroi. Ale właśnie dlatego, że straż jest tak silna, ten uroczy obraz tam, w dolinie, trwa bezpiecznie w ich opiece, a ,,Pokój, pokój!‘’ dzwonią wszystkie delikatne dzwoneczki wiosennych kwiatków [dość osobliwie brzmi ten ,,pokojowy koncert’’ w ustach narratora — biorąc pod uwagę cykl wydawniczy, artykuł do kalendarza na 1941 r. był napisany prawdopodobnie w 1940 r., czyli co najmniej rok po rozpoczęciu przez Niemców drugiej wojny światowej. Jeśli natomiast niniejszy tekst powstał dużo wcześniej, zwracam honor autorowi.]. Tu i ówdzie w świerkowym lesie stoją buki. Ich rdzaworude, lśniące pąki otworzyły swe małe komnaty życia; zastanawiają się, czy można już temu delikatnemu, jasnozielonemu, puchowemu dzieciakowi tam w środku pozwolić wyjść na świeże powietrze. Na łąki wiosna zawitała już całe tygodnie temu. Pierwsze posłanniczki — przylaszczki — zdjęły już swe przybrania. Ale utkały jedynie pierwszy wzór w pięknym łąkowym kobiercu. Teraz praca i tkanie trwa dalej! Wciąż nowe barwy, wciąż nowe formy! Już tu i ówdzie wznoszą się ponad trawę łodygi stokrotek. Choćbyś nie wiadomo ile razy latem szedł tą doliną, kwitnienie nie chce się kończyć; życie nieustannie tryska z łona ziemi.

Spójrzmy w górę strumienia. Jak tu wąsko! Gdzieś tam, całkiem z tyłu, rozchylają się ciemne ramiona świerkowego lasu i obejmują ten uroczy obraz — już go nie ma.

A jednak! Gdziekolwiek się obrócisz, wszędzie promienieje wesołe oblicze wiosny, wszędzie słyszysz jej radosny śmiech.

Pod bukami ścielą się dywany z białych gwiazdek marzanki; przez gałęzie promienie słońca padają na błękitne niezapominajki przy brzegu potoku; między starymi liśćmi błyszczą wielkie kwiaty złotnicy oraz mieniące się czerwono i niebiesko kwiaty leczniczej miodunki. A tuż przy drodze stoi skromny bluszczyk kurdybanek. Jakże mu się dziś świat wydaje kolorowy. Z podziwu szeroko otwierają swe pyszczki jasnoniebieskie kwiaty. Twoja noga wzdryga się, by wchodzić w te kwitnące cuda. Takie skarby kryją się w nieprzyjaznym, mocarnym lesie!

W starodrzewiu słyszysz bębnienie czarnego dzięcioła i przenikliwy okrzyk jego zielonego brata. Bez wielkiego trudu znajdziesz drzewa, przy których pracował leśny stolarz. O, jak tu leciały wióry! Twoja droga prowadzi cię obok świerkowego młodnika. Cóż za delikatne, wzruszająco troskliwe piszczenie mysikrólika; cóż za żywe ćwierkanie sikorek! Na skraju zrębu wzbija się w górę świergotek drzewny — bezszelestnie. Lecz niedaleki jest jego lot ku wyżynom nieba. Zbyt pięknie jest na tej drogiej ziemi; z tęskną piosenką wkrótce znowu schodzi w dół i siada na wierzchołku drzewa. Wysoko w błękicie zatacza kręgi para myszołowów i samiec miauczy swą jednostajną pieśń godową. W młodniku grucha gołąb. Gdzieś woła kukułka. Jeśli podkradniesz się cicho i ostrożnie, może usłyszysz szyderczy chichot jego ukochanej.

Lecz blask słońca nie jest wieczny. Jak często zbierają się nad tą doliną, nad tymi górami ponure kłęby burzowych chmur. A gdy śluzy nieba się otworzą i zostaniesz przez to zaskoczony — wtedy, tak, również wtedy czekają na ciebie nowe tajemnice! Często mi się zdaje, jakby właśnie w burzę las odetchnął z ulgą, swobodnie. Czyżby się nas, ludzi, bał? Myślę, że ma na to niestety zbyt często dobry powód. Człowiek pierwotny, związany z naturą, wie o tej potrzebie. Jakże inaczej dałoby się wyjaśnić, że wieśniacy z lasów okalających Pradziada [najwyższy szczyt Sudetów Wschodnich, położony w Czechach, niem. Altvater] wzywają nawet swego patrona:

,,Święty Eustachy, uwolnij nam las
Od kłusowników i złych myśliwców
I wędrowców, co rykiem i krzykiem
Piękny świat Boży nam psują.‘’

Kto może mieć naszym leśnikom za złe, gdy nie ufają wędrowcowi i nie otwierają mu każdej drogi w naszych górach? Gdziekolwiek człowiek styka się z przyrodą, wszędzie jest częścią całości, wszędzie musi wpisywać się w krąg życia. Kto z takim nastawieniem wchodzi do lasu, ten zostanie sowicie nagrodzony.

Jest coś, czego nie zapomnę. Schodziłem raz przy ulewnym deszczu ze szczytu Lesistej. Wyglądało to tak, jakby sznury zwisały z nieba ku ziemi. Bez przerwy deszcz bębnił o liście i glebę — głośno, ogłuszająco, niczego innego nie było słychać. I naraz — jakieś dziesięć metrów przede mną — wielkiej piękności obraz, rzadki i wzniosły: wspaniały byk, jeleń prowadził swe stado na żer na Schüsselwiesen w dół! Zwierzyna ciągnęła zupełnie ufnie. Raz jeszcze las otworzył szkatułkę ze skarbami.

Taki piękny jest las!

Lecz nie tylko to, co żywe, przemawia do nas — kamienie też potrafią mówić. Ich język stanowi oczywiście dla człowieka nie lada zagadkę. Tym bardziej pociągające są próby ich wyjaśnienia.

Czy jesteś zagorzałym wędrowcem po naszych górach? Zatem zapewne znasz Szczeliny Wiatrowe. Jeśli zaś chodzisz na spacer tylko od czasu do czasu po szerokich drogach i ścieżkach naszych gór, to szczeliny znasz tylko ze słyszenia. Zgadza się? Zawsze, gdy wymawia się nazwę ,,Szczeliny Wiatrowe’‘, towarzyszy jej jakaś tajemnica. Nasza młodzież też od zawsze chętnie odwiedzała ten kamienny cud i niezliczoną ilość razy musiałem usuwać ślady jej ,,działalności edukacyjnej’’, by móc dokładniej się przyjrzeć.

Gdzie leży ten czarodziejski zakątek? Na północnym zboczu Lesistej Wielkiej, niemal na szczycie góry, na około 840 metrach [n.p.m.]. Więcej ci nie zdradzę. Cud nie może być czymś zwyczajnym, trzeba go mozolnie odszukać! I cieszę się, że do tej pory żaden drogowskaz nie wskazuje kierunku ku niemu i że leśnik zostawia tam wszystko nietkniętym.

,,Wietrzne Dziury’‘! Liczba mnoga jest językowo ułomna — znana jest tylko jedna wielka szczelina i właściwsze byłoby mówienie o pojedynczej Dużej Szczelinie. Ale właśnie to, że nazwa przetrwała w liczbie mnogiej jako nazwa pospolita, dowodzi, że w dawniejszych czasach z pewnością otwierało się ich tutaj kilka. Do dziś widać zagłębienia, częściowo już zarośnięte, które jednak swym kształtem przypominają otwarte szczeliny. Można by niemal pomyśleć, że ma się przed sobą leje po granatach z czasów wojny. Największy lej, ukazujący u dołu pęknięcie w skale, ma sześć metrów głębokości, a na jego dnie jest wystarczająco dużo miejsca, by człowiek miał tam swobodę ruchu. To jest ta ,,Wietrzna Dziura’’, której szukamy! Jak głęboko sięga w masyw skalny — nie da się ustalić; każdy pomiar zawodzi wobec chaotycznego, całkowicie nieregularnego pęknięcia. Na podstawie pewnych przesłanek zakładam, że szczelina ma głębokość około 20–25 metrów.

Temu, że nazwa ,,Wietrzna Dziura’’ jest uzasadniona, niechaj dowiodą następujące obserwacje.

Był 29 grudnia 1927 roku; na Lesistej Wielkiej leżała pokrywa śnieżna grubości 40–50 centymetrów, termometr wskazywał -13 stopni Celsjusza. Jakże wielkie było moje zdumienie, gdy już z daleka zauważyłem, że szczelina wygląda niczym pralnia: nieustannie unosiły się z niej kłęby pary, po ścianach leja spływały krople wody. Dziura była wolna od śniegu; w jej otoczeniu leżało zaledwie dwa do pięciu centymetrów śniegu, miejscami stajał całkowicie; gleba była miękka i wilgotna. Wszedłem do leja i stwierdziłem, że wypływające masy powietrza miały temperaturę +7 stopni Celsjusza.

Kilka dni później udało mi się odkryć, około 100 metrów w dół zbocza, na wysokości 740 metrów, dwie małe szczeliny — ,,tunele wiatrowe’’ [Windröhren]; są one na tyle wąskie, że ledwo można wsunąć w nie rękę. Dziś trudno je odszukać — przykrywa je warstwa mchu.

Dziwna rzecz: z tuneli powietrze nie wydostawało się na zewnątrz, lecz napływało do środka — i już na głębokości jednego metra było o cztery stopnie Celsjusza cieplejsze niż otoczenie. Prąd powietrza zarówno u góry, przy ,,Dużej Dziurze Wiatrowej’‘, jak i przy ,,Małych Tunelach Wiatrowych’’ był tak silny, że płonąca świeca natychmiast zgasła.

Kontynuowałem obserwacje i udało mi się dostrzec pewną prawidłowość w ruchu powietrza. W okresie od października do kwietnia, a więc w miesiącach zimowych, przepływ powietrza był taki, jak opisałem powyżej; natomiast w okresie od kwietnia do października — odwrotnie. Wtedy ziemia wciągała powietrze górną szczeliną, a wypuszczała ją dolnymi otworami. W szczelinie powietrze szybko się ochładzało. Gdy na przykład 25 lipca 1927 r. temperatura zewnętrzna wynosiła +19 stopni Celsjusza, termometr na sześciu metrach głębokości, wskazywał +13 stopni Celsjusza. Przy zmianie kierunku przepływu, w kwietniu i październiku, występują nieregularności w przepływie; maszyna musi być przestawiana stopniowo.

Cóż za osobliwe zjawisko! Jak można je wyjaśnić? Cóż, w tym celu trzeba nieco dokładniej przyjrzeć się warstwom skalnym tej góry. W tej okolicy trzy warstwy leżą jedna na drugiej, tworząc pokłady ułożone niemal poziomo. Są to niejako trzy warstwy ciasta: na samym dole jest gigantyczna ,,mieszanka’’ — gęsta baza, bogata w składniki; sięga ona aż do wysokości 720 metrów. To melafir. Następną warstwą jest cienki, kruchy ,,placek z kruszonką’‘, czyli tuf porfirowy, sięgający od około 720 do 740 metrów [n.p.m.]. Na wierzchu leży, jakby przechwalając się, zarozumiała ,,babka z rodzynkami’‘, czyli porfir kwarcowy. W tym porfirze powstało pęknięcie, szczelina, złamanie; geolog nazywa to uskokiem. Miejsce, w którym zjawisko to jest wyraźnie widoczne, nosi nazwę szczeliny wiatrowej; nazwijmy ją ,,Dużą Dziurą Wiatrową’‘. Stąd uskok biegnie w dół zbocza, dokładnie na północ. Tuf porfirowy też jest rozerwany; jedynie melafir oparł się ruchom skorupy ziemskiej. Od uskoku, w kierunku zachodnim, tuż nad tufem porfirowym, odchodzą pęknięcia w skale o długości około 150 metrów. W miejscu odgałęzienia, a także na zachód od niego, znajdują się otwory tuneli wiatrowych, tzw. ,,Małe Dziury Wiatrowe’’.

Wszystkie te szczeliny — główny uskok i odgałęzienia — są ze sobą połączone. Są zasypane, przykryte kamieniami lub zasłonięte warstwą mchu. Jednak zimą przez wszystkie szczeliny do najniższych warstw porowatego porfiru kwarcowego — czyli tuż nad tufem — może napływać zimne powietrze. Powietrze zgromadzone w podziemnych pustkach latem ma temperaturę od 0 do +8 stopni Celsjusza; potwierdzają to liczne pomiary. To ciepłe powietrze wędruje zimą ku górze, ponieważ jest lżejsze od zimnego, i wydostaje przez szczeliny na wysokości około 800 metrów oraz na wysokości 840 metrów w ,,Dużej Dziurze Wiatrowej’‘. W ten sposób jednak nowe, zimne powietrze zewnętrzne jest zasysane przez szczeliny w niższych warstwach porfiru kwarcowego. W marcu/kwietniu następnego roku następuje zmiana: z głęboko położonych uskoków na zewnątrz wypływa zimne powietrze, a powyżej nich — 50 do 100 metrów wyżej — ciepłe powietrze z otoczenia wnika do wnętrza Ziemi. Zimne powietrze, zgromadzone w nadmiarze od zimy w szczelinach i pustkach najniższego warstwy porfiru kwarcowego, pod wpływem grawitacji zaczyna opadać. W ten sposób w miesiącach letnich zasysa cieplejsze powietrze zewnętrzne przez szczeliny znajdujące się wyżej, na wysokości od 800 do 840 metrów — a więc również przez ,,Dużą Dziurę Wiatrową’’. Trwa to do października/listopada, kiedy to wentylacja ponownie przebiega w przeciwnym kierunku.

Oto tajemnica szczelin wiatrowych. Jakże proste jest wyjaśnienie tego zjawiska przyrodniczego. A jednak jest ono dość osobliwe. I to wszystko dzieje się w naszej ojczyźnie, na naszej Lesistej! Zachowaj i chroń to, co masz — jesteś człowiekiem — to zobowiązuje.

Zdjęcia

Na koniec kilka zdjęć pokazujących to, co autor niemieckiego tekstu nazywa ,,Dużą Dziurą Wiatrową’’ (ewentualnie ,,Dużą Wietrzną Dziurą’’, niem. Große Windloch). Pełną galerię można obejrzeć we wspomnianym na wstępie artykule Szczeliny Wiatrowe, czyli Wietrzne Dziury — opis sprzed 100 lat.

Szczeliny Wiatrowe
Szczeliny Wiatrowe zimą — widać delikatną mgiełkę unoszącą się nad ogrodzeniem
Szczeliny Wiatrowe
Panorama większej szczeliny — na tym zdjęciu wydaje się większa i głębsza niż w rzeczywistości
Szczeliny Wiatrowe
Pomimo dużej ilości zalegającego śniegu, bezpośrednia okolica szczeliny jest czysta
Szczeliny Wiatrowe
Śnieg w okolicach szczeliny topnieje znacznie szybciej
Szczeliny Wiatrowe
Wyraźnie widoczna mgiełka — ciepłe powietrze wydobywające się ze szczeliny

Dziękuję p. Tomaszowi Tracewskiemu za udostępnienie powyższych zdjęć.