Fortyfikacje w Kowalowej (część 1). Wojna o sukcesję bawarską

Ten tekst jest 1. częścią cyklu ,,Fortyfikacje w Kowalowej'', składającego się z 6 artykułów. Kliknij gdzieś w tej ramce, by zobaczyć pełną listę tekstów w serii.
  1. Fortyfikacje w Kowalowej (część 1). Wojna o sukcesję bawarską
  2. Fortyfikacje w Kowalowej (część 2). Główny obóz wojskowy
  3. Fortyfikacje w Kowalowej (część 3). Reduta D
  4. Fortyfikacje w Kowalowej (część 4). Reduta A oraz pozostałe posterunki
  5. Fortyfikacje w Kowalowej (część 5). Stan aktualny i pomysły na przyszłość
  6. Fortyfikacje w Kowalowej (część 6). Tablice informacyjne
 

W osiemnastym wieku przez Śląsk przetoczyło się kilka wojen. Niektóre przyniosły duże zniszczenia, inne potraktowały region łagodniej. Ten tekst opisuje jedną z mniej znanych kampanii. Jej efektem było zbudowanie w Kowalowej niewielkich, ale bardzo interesujących fortyfikacji polowych.

SPIS TREŚCI (kliknij, by rozwinąć)

Wojny na Śląsku, czyli… wojny śląskie

Praktycznie wszystkie wojny na Śląsku (rozumianym znacznie szerzej niż sam Dolny Śląsk w dzisiejszym pojęciu) w osiemnastym stuleciu rozgrywały się pomiędzy Prusami i Austrią, rządzonymi odpowiednio przez dynastię Hohenzollernów w osobie Fryderyka II Wielkiego i Habsburgów w osobie Marii Teresy.

Wojny przetaczały się przez region przez czterdzieści lat z krótkimi przerwami. Serię rozpoczęła w 1740 r. wojna o sukcesję austriacką. Trwała prawie osiem lat, a jej epizodem była pierwsza wojna śląska — w jej wyniku Austria straciła Śląsk na rzecz Prus i pomimo podejmowanych wysiłków nigdy go już nie odzyskała. Dwa lata później król Prus rozpoczął kolejną, drugą wojnę śląską — trwała kilkanaście miesięcy i dodatkowo pognębiła Austrię. Trzecia wojna śląska była najdłuższa z całej serii i potwierdziła prawa Prus do Śląska. Ustalone wówczas granice pomiędzy Prusami i Austrią, a później między II i III Rzeszą Niemiecką i Czechosłowacją w tej części Europy utrzymały się do końca drugiej wojny światowej. Przebieg obecnej granicy pomiędzy Polską i Czechami na Śląsku jest, z niewielkimi korektami, taki sam jak w połowie XVIII wieku, co można łatwo sprawdzić porównując stare i współczesne mapy.

Wojna o sukcesję bawarską

Traktat kończący trzecią wojnę śląską w 1763 r. potwierdził ,,dawniejszy stan rzeczy’’ (status quo ante) dla Śląska, czyli w praktyce pruskie panowanie nad tą prowincją. Wydawało się, że nadszedł długo wyczekiwany okres spokoju dla ludności tych terenów. Minęło jednak niespełna 15 lat od zakończenia serii wojen śląskich, gdy w ostatnich dniach 1777 r. w odległej od Śląska Bawarii zmarł jej władca — Maksymilian III Józef z rodu Wittelsbachów. Posiadał zaszczytny tytuł elektora, to znaczy należał do wąskiego kręgu niemieckich książąt mających prawo wyboru (elekcji) cesarza rzymskiego — władcy Świętego Cesarstwa Niemieckiego.

Na pierwszy rzut oka była to śmierć jak wiele innych — władcy od zawsze rodzili się i umierali, zazwyczaj przekazując władzę potomkom na zasadzie dziedziczenia. Z Maksymilianem III kłopot był większy — zmarł bezpotomnie. Ponieważ przez prawie dwie dekady od swojego ślubu z polską królewną Marią Anną Wettyn nie doczekał się dzieci, które mogłyby zostać jego spadkobiercami i kontynuować linię dynastyczną, w 1766 r. podpisał traktat z innym władcą z tej samej dynastii Wittelsbachów, ale innej jej linii — Karolem IV Teodorem. Na mocy porozumienia Karol IV Teodor miał odziedziczyć Bawarię w przypadku bezpotomnej śmierci Maksymiliana II. Przewidziana układem sytuacja zdarzyła się w grudniu 1777 r.

Jednak wcześniejsze zabiegi dyplomatyczne cesarza Józefa II Habsburga, dążącego do zagarnięcia Bawarii dla Austrii, ewentualnie podziału tego księstwa i oddaniu jego części Austrii, wywołały niepokój króla Prus, Fryderyka II. Szalę przeważyło wkroczenie wojsk austriackich do Bawarii w styczniu 1778 r. Józef II był pewien, że poparcia udzieli mu Francja, ale srodze się zawiódł. Również Rosja zajęła postawę wyczekującą.

Ponieważ próby dyplomatycznego rozwiązania problemu zakończyły się fiaskiem, a cesarz Józef II nie zamierzał wycofywać wojsk z Bawarii, w lipcu 1778 r. wojska pruskie wkroczyły do Czech, będących w domenie Habsburgów. W tym momencie formalnie rozpoczęła się wojna o sukcesję bawarską.

Liczebność wojsk była wyrównana — Prusy zmobilizowały ponad 150 tysięcy żołnierzy, zaś Austria około 140 tysięcy. Pod względem wyposażenia i organizacji pruskie wojsko przeważało jednak nad austriackim. Ponieważ od zakończenia krwawej wojny siedmioletniej minęło zaledwie kilkanaście lat i pamięć o poniesionych w jej wyniku stratach była wciąż żywa, obie strony wojny unikały dużych starć i walnych bitew. Kampania przypominała wielkie manewry wojskowe, co stanowiło swego rodzaju nowość w historii wojen europejskich.

Wojna kartoflana albo śliwkowa awantura

Armie obydwu przeciwników albo maszerowały, albo okopywały się w obozach, od czasu do czasu prowadząc niewielkie potyczki. Oddalone od zaopatrzenia miały problemy z wyżywieniem wielkiej masy ludzi — łącznie niemal 300 tysięcy po obu stronach konfliktu. Żołnierze byli w dużym stopniu zdani sami na siebie i na własny spryt w zdobywaniu żywności, pozyskiwanej bezpośrednio z pól uprawnych, ogrodów i sadów, bądź wskutek rekwizycji. Dlatego w Prusach konflikt ten przeszedł do historii jako Kartoffelkrieg czyli wojna kartoflana (wojna ziemniaczana), natomiast w Austrii jako Zwetschgenrummel czyli śliwkowe zamieszanie (śliwkowa awantura, śliwkowy szum).

Określenia te wywołują uśmiech, sugerując lekką kampanię wojenną, ale żadna wojna nie jest zabawna dla biorących w niej udział żołnierzy. Straty po obu stronach były spore jak na wojnę bez większych bitew. Według różnych szacunków każde z zaangażowanych w konflikt państw straciło między 10 a 20 tysięcy żołnierzy oraz mnóstwo koni (łącznie około 7 tysięcy sztuk).

Straty w ludziach były spowodowane nie tyle samymi działaniami wojennymi, których prawie nie było (chociaż oczywiście obie strony miały zabitych i rannych w starciach), ile chorobami wywołanymi przesiadywaniem w obozach, ubogim i monotonnym wyżywieniem, utrudnionym dostępem do bieżącej wody, niskimi standardami higieny i faktem, że przez kilka miesięcy żołnierze byli wystawieni na zimno i wilgoć — pamiętajmy, że znaczna część kampanii toczyła się jesienią i zimą. Łatwo pojąć, dlaczego w takich warunkach choroby zakaźne rozprzestrzeniały się bez przeszkód. Raport z jednego z obozów wojskowych bez upiększeń opisywał skutki epidemii dyzenterii (czerwonki):

Rowy obok obozu i ziemia między nimi a namiotami były czerwone od krwi ludzi wlokących się tam i z powrotem. Niezliczone wielkie muchy tańczyły nad tym strasznym miejscem. Mieliśmy około dziesięciu tysięcy chorych, z których ogromna liczba zmarła.

Oczywiście cierpiała również ludność cywilna, którą tkwiące w obozach wojska pozbawiały żywności, zarówno spożywanej na bieżąco, jak i odkładanej jako zimowe zapasy.

Latem i jesienią 1778 r. obie strony zaczęły przygotowywać się do zimowania, by wiosną kolejnego roku wznowić działania wojenne. Oddziały pruskie wycofały się na Śląsk. Tam też doszło do kilku potyczek zbrojnych. Na przykład w styczniu 1779 r. Austriacy z zaskoczenia wkroczyli na Ziemię Kłodzką, atakując fort w Szalejowie Górnym oraz Bystrzycę Kłodzką.

Ponieważ koszty wojny — i ludzkie, i finansowe — rosły, a żadna ze stron nie miała wyraźnej przewagi, by zdecydowanie przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, nikomu nie było na rękę przedłużanie działań wojennych i kontynuowanie ich wiosną. Na rozejmie szczególnie zależało cesarzowej Marii Teresie, matce Józefa II, który zdobyciem kontroli nad Bawarią chciał uniezależnić się od matki. Do pracy ponownie przystąpili dyplomaci. Przy wydatnym udziale Rosji ustalono warunki pokoju, a traktat kończący wojnę podpisano w maju 1779 r. w Cieszynie. Żyrantami pokoju były europejskie mocarstwa — Francja dla Austrii i Rosja dla Prus.

Przebieg wojny w okolicach Mieroszowa i Kowalowej

A jak przebiegały działania wojenne na obecnym pograniczu polsko-czeskim? Pominę szersze tło geograficzne, czyli dzisiejsze Czechy, do których wkroczyły duże siły pruskie, i zajmę się wyłącznie okolicami Mieroszowa.

Istnieje wspaniała mapa przedstawiająca fragmenty Czech, Moraw i Śląska podczas kampanii wojennej 1778-79. Zaznaczone są na niej ważniejsze miasta i twierdze, uproszczona sieć głównych dróg oraz wiernie oddany przebieg rzek, będących naturalnymi przeszkodami terenowymi. Oto kartusz z tej mapy:

Mapa Czech i Moraw z okresu wojny o sukcesję bawarską --- kartusz
 

Pogranicze Śląska i Czech jest przedstawione dość dokładnie, z licznymi wsiami (w głębi Śląska są wyłącznie duże miasta). Odszyfrujmy nazwy w okolicach Mieroszowa: Landshut to Kamienna Góra, Zieder — Czadrów, Libau — Lubawka. Wyraźnie widać koncentrację wojsk (zakreskowane prostokąty) na południe od Kamiennej Góry i rzeki Zadrny. Idąc na wschód widzimy Rosenau, czyli Różaną, Schmizdorf — Kowalową, Gerbersdorf — Sokołowsko i jego przysiółek Puttnergrund — Bednarski Jar. Oczywiście jest również Friedland — Mieroszów. Wojska pruskie są w tej okolicy skoncentrowane pomiędzy Mieroszowem i Kowalową. Jeszcze dalej na południowy wschód widać ważne miasto Braunau — Broumov w Czechach, otoczone przez wojsko króla Prus. Dwucyfrowe oznaczenia mogą być numerami regimentów.

Mapa Czech i Moraw z okresu wojny o sukcesję bawarską
 

Opis z kroniki Augusta Wernera

August Werner, autor Chronik von Friedland und Umgebung (Kronika Mieroszowa i okolic) — najważniejszej chyba pracy poświęconej ziemi mieroszowskiej, w której można znaleźć mnóstwo interesujących informacji o okolicy — poświęca kilka stron wojnie o sukcesję bawarską. Poniżej cytuję ciekawsze fragmenty.

Pierwsze nieszczęście dosłownie spadło z nieba…

W lipcu 1778 r. w okolicy miała miejsce wielka powódź.

…a dalej było już ,,zwyczajnie’’:

20 września Prusacy wycofali się do swojej głównej armii w pobliżu Trautenau [Trutnov]. Chociaż różne pruskie oddziały kilkakrotnie pojawiały się na tym obszarze w kolejnych miesiącach, wojska austriackie nadal posuwały się naprzód. Na początku października król [Fryderyk II] został zmuszony do odwrotu do Landeshut [Kamienna Góra] przez Trautenau [Trutnov] i Adersbach [Adršpach]. Przy tej okazji oddział pruski liczący 100 ludzi został 1 października [1778 r.] rozproszony na polach Rosenau [Różana] przez austriacki szwadron huzarów pod dowództwem majora i adiutanta pułkowego von Nauendorfa. Część Prusaków (13 ludzi) wycofała się do Friedland [Mieroszów] i ukryła w ratuszu. Nauendorf dowiedział się o tym od ,,handlarza płótnem z Wernersdorf’’ [Vernéřovice] i zażądał od magistratu natychmiastowego wydania Prusaków, którzy w międzyczasie przedostali się w nocy przez Conradswaldau [Grzędy] do Landeshut [Kamienna Góra]. [Na wieść o tym] Nauendorf natychmiast podjął decyzję o spaleniu ratusza, ale nie uczyniono tego na usilne prośby mieszkańców. Okna sali celnej i biurowej zostały przestrzelone, a dwoje drzwi i kasa zostały rozbite. Materiały palne zostały już zgromadzone w ratuszu, a sługa policyjny [woźny?] został przyprowadzony pod groźbą szabli, aby zapalić snopki słomy, które zostały wniesione pod dach. Splądrowano również niektóre domy. W końcu, po wielu błaganiach mieszkańców, Nauendorf zrezygnował ze spalenia ratusza, jednak zażądał 6000 talarów, lecz po wielokrotnych prośbach zadowolił się 742 talarami. Następnego dnia Austriacy zarekwirowali 7000 porcji chleba. (tłumaczenie własne)

Moim zdaniem manewr Austriaków jest przedstawiony na tej mapie (kliknij na mapie lub dotknij ją, by zobaczyć wersję bez opisów):

 

Biegnąca łagodnymi łukami przerywana linia, podkreślona niebieskim i żółtym kolorem, to granica między Śląskiem i Czechami. Wskazane fioletową strzałką prostokąty to wojska Prus, zgromadzone na wzniesieniach między Mieroszowem i Różaną. Prostokąty kolorowane na żółto to wojska austriackie.

Powyższa mapa przedstawia sytuację na froncie w ciągu jednego miesiąca, od połowy września do połowy października 1778 r.:

Jesień 1778
 

Sięgnięcie do książki Wernera po ustaleniu, że w Kowalowej faktycznie były kiedyś fortyfikacje, było moim pierwszym posunięciem. Niestety, zawiodłem się, gdyż o fortyfikacjach w okolicach Kowalowej kronika wspomina dosłownie w dwóch zdaniach:

4 października Prusacy powrócili i zajęli góry (wzniesienia) [w] Schmidtsdorf [Kowalowa], a oddział (pikieta) huzarów złożona ze 130 ludzi przez długi czas pozostała w samym Friedland [Mieroszów]. Okolice Schmidtsdorf były mocno okopane i nie zostały opuszczone, dopóki nie nastał pokój. (tłumaczenie własne)

Musiałem sięgnąć po inne źródła. Znacznie więcej wiadomości znalazłem w bardzo wartościowej książce Geschichte des Schlosses Fürstenstein (Historia zamku Książ) autorstwa Paula Kerbera:

Wydarzenia polityczne zdawały się zatrzymać rozwój gospodarczy w 1778 r., gdyż po raz kolejny król Fryderyk [II Wielki], po nieudanych próbach powstrzymania Austrii przed zajęciem Dolnej Bawarii i innych ziem wymarłej linii męskiej bawarskich Wittelsbachów, wystawił wspaniałe uzbrojenie przeciwko Austrii, co nie bez obaw przyjęli mieszkańcy posiadłości Fürstenstein [Książ]. Powodem była powtórka kłopotów wojennych, o których pamięć pokolenia wciąż trwała (chodzi o wojny śląskie).

W kwietniu 1778 r. król przybył na Śląsk z trzydziestoma tysiącami ludzi. Początkowo stanął obozem pod Silberbergiem [Srebrna Góra], ale później przekroczył granicę austriacką i 5 lipca stanął przed Nachodem. Odtąd w posiadłościach hrabiego [Hansa Heinricha V von Hochberg] znów toczyło się najbarwniejsze życie wojenne. Od początku sierpnia w lasach przygranicznych pod dowództwem kapitana górników minerów von der Lahra robiono zwyczajowe zasieki, a kiedy na początku października korpus księcia Hohenlohe przybył na ziemię friedlandzką [Mieroszów i okolice], aby zająć przełęcz w pobliżu Schmidtsdorf [Kowalowa], rozpoczęto budowę redut i blokhauzów. Po kilku mało znaczących bitwach, jakie toczyły się na ziemi austriackiej, król w październiku przez Schatzlar [Žacléř] wycofał się na Śląsk i zamieszkał w Landeshut [Kamienna Góra], później w Breslau [Wrocław], podczas gdy wojska rozlokowały się wzdłuż granicy czeskiej. Korpus pod dowództwem generała von Ramina rozciągnął się od Löwenberg [Lwówek Śląski] do Waldenburga [Wałbrzych].

Poważniejsze niepokoje w powiatach przygranicznych nastąpiły jednak dopiero na początku następnego roku, gdy Austriacy zajęli hrabstwo Glatz [kłodzkie], skąd podjęli wyprawy do Friedland [Mieroszów] i Schweidnitz [Świdnica]; w nocy z 3 na 4 lutego doszło nawet do zaciętej bitwy na terenie Büttnergrund [przysiółek Bednarski Jar] pod Görbersdorf [Sokołowsko], który został zajęty przez generała-porucznika von Wedella z regimentu von Schwarz, dzięki czemu odważnie odparto atak Austriaków. Przedsięwzięcia wroga słabły odtąd z każdym kolejnym dniem, gdyż w tym samym miesiącu królowi udało się wyzwolić hrabstwo od najeźdźców.

Pokój cieszyński (13 maja) zakończył akcję wojskową. (tłumaczenie własne)

O tym samym zajściu pisał również Kurd von Schöning w swojej książce poświęconej ,,wojnie kartoflanej’’, z której Paul Kerber prawdopodobnie zaczerpnął tę informację:

W nocy z 3 na 4 [lutego] doszło do ataku na posterunek (…) podobnie miało to miejsce w oddziale gen. von Lestwitza na posterunku Büttner-Grund koło Friedlandu, który [to atak] odparł porucznik von Wedell z regimentu Schwarz. (tłumaczenie własne)

CIEKAWOSTKA HISTORYCZNA

Wspomniany w powyższym cytacie książę von Hohenlohe (właściwie Friedrich Ludwig von Hohenlohe-Ingelfingen) to założyciel dzisiejszego Parku Szczytnickiego we Wrocławiu, lubianego przez mieszkańców miasta i turystów. W artykule ,,Po zapomnianych ścieżkach Ogrodu Książęcego’’ z czasopisma Przystanek Dolny Śląsk czytamy: książę był związany z Wrocławiem od 1768 roku, kiedy jako 22-­letni żołnierz wstąpił do pruskiego pułku piechoty Tauentzien i został przeniesiony do tego miasta, by w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych stopniowo awansować, a od 1791 objąć funkcje gubernatora oddziałów pruskich we Wrocławiu. Obszar wsi Szczytniki, dzisiaj dzielnicy Wrocławia, stał się własnością księcia kilka lat po wojnie o sukcesję bawarską.

Powtórka sytuacji z 1759 r.

W kontekście opisanego wyżej ataku wojsk austriackich na obsadzone przez Prusaków posterunki w Mieroszowie i Bednarskim Jarze warto przytoczyć opis podobnego zdarzenia z okresu trzeciej wojny śląskiej w tej samej okolicy. Oto list, jaki 14 lipca 1759 r. z obozu pod Schmottseifen (dzisiaj Pławna Dolna) napisał król Fryderyk do jednego ze swoich dowódców podczas kampanii na Śląsku, Heinricha Augusta de la Motte Fouqué:

Wcale nie byłem zadowolony, widząc w Pańskim raporcie z 14 lipca, że podpułkownik z [batalionu] Lüderitz tak źle wykonał Pańskie rozkazy na swoim stanowisku pod Friedlandem. W żadnym wypadku nie może Pan pozwolić wrogowi na zajęcie tego stanowiska (Fouque donosił, że wieczorem 13 lipca Austriacy zaatakowali dowództwo batalionu Lüderitz pod Mieroszowem z trzech stron i ,,rozerwali je na strzępy’’), ale raczej musi go Pan stamtąd bezwzględnie wypędzić. W drodze przez Konradswaldau [Grzędy] można go oskrzydlić i przegonić. To tak, jakby wróg uświadomił ci, że zaatakuje cię dzisiaj, abyś nie chciał utrzymać posterunku we Friedlandzie. Ten incydent zepsuje bataliony na kolejne dwa lub trzy miesiące. Zrobiłem ścieżkę dla batalionów w pobliżu Friedlandu, ale reszta została zniszczona, więc nie ma sposobu, aby dostać się na ich tyły. Nawiasem mówiąc, miałem tam tylko stu ludzi, co jest znacznie wygodniejsze do odwrotu. (tłumaczenie własne)

Powyższy list był napisany po niemiecku, ale na końcu znalazł się dopisek w języku francuskim:

Musimy bezwzględnie dokonać zemsty i zmyć tę zniewagę krwią naszych wrogów. (tłumaczenie własne)

Tego samego dnia król napisał jeszcze jeden list do tego samego oficera, tym razem w całości po francusku:

Chociaż nie wszyscy zginęli, to jednak niefortunne jest to, że ta przygoda przytrafiła się nam z winy oficerów. Na tym posterunku miałem tylko kapitana i stu ludzi, a i to tylko po to, by zostać ostrzeżonym. Kapitan Berner de Salenmon tak dobrze radził sobie z abatisami [zasiekami], że wróg nigdy nie mógł na niego spaść, a on zawsze miał czas na wycofanie się. Kiedy oficer huzarów miał posterunek po stronie Raspenau [Łączna], na wzniesieniu przed Friedlandem [Mieroszów], a huzarzy odbywali patrole w kierunku Büttnergrund [Bednarski Jar], nie mógł zostać zaskoczony; zawsze mogli wycofać się do Friedlandu na godzinę przed przybyciem wroga. A ja wydałem rozkaz 300 konnym, którzy w przypadku zaatakowania posterunku Friedland przez wroga, udaliby się aż do Konradswaldau [Grzędy], aby spotkać się z dowódcami batalionu frankońskiego i sprowadzić ich w bezpieczne miejsce aż do Zieder [Czadrów]. Jeśli chcesz utrzymać posterunek Friedland, musisz mieć stałe patrole po stronie Wiese [Vižňov] i Büttnergrund i założę się, że jeśli sprawdzisz oficerów husarii, okaże się, że zaniedbali te patrole, ponieważ nie znają posterunku.

Nowością jest to, że Daun okopuje się w Marklissa [Leśna] i Goerlitzheim [Grabiszyce Górne/Średnie/Dolne]. Zrobili wilcze doły, które przykryli gałęziami drzew, tak że nie wiem, co do nich wpadnie. (tłumaczenie własne)

Powtórka tego ataku w tym samym miejscu po prawie 20 latach, w trakcie wojny o sukcesję bawarską, wskazuje, że sztab armii austriackiej wykorzystał doświadczenia z wcześniejszej kampanii wojennej, a Prusacy raczej nie uczyli się na własnych błędach. Przełęcz pomiędzy dzisiejszym Bednarskim Jarem na południe od Sokołowska i czeską wsią Vižňov na północ od Meziměstí najwyraźniej była dla pruskich dowódców mniej oczywistym miejscem potencjalnego ataku niż szeroka dolina Ścinawki oddzielająca wówczas Prusy od Austrii, a dzisiaj Polskę od Czech.

Rozmieszczenie wojsk obu stron konfliktu zimą 1778/79 r. pokazano na tej mapie (kliknij na mapie lub dotknij ją, by zobaczyć wersję bez opisów):

 

Strzałki wskazują pruskie posterunki: czerwona to okolice Kowalowej, fioletowa — Unisławia Śląskiego i Dolnego, zielona — Bednarskiego Jaru. Pokazano również manewry wykonane przez Austriaków (przerywane linie podkreślone na żółto) — prawdopodobnie potyczki na południe i wschód od Mieroszowa oraz wspomniany w książańskiej kronice Kerbera nocny atak w lutym 1779 r. na pruskie pozycje w Bednarskim Jarze na południe od Sokołowska, po przejściu przez czeską wieś Vižňov i Przełęcz Sokołowską w Górach Suchych:

Dokładne datowanie fortyfikacji

Z przedstawionych źródeł wynika, że pierwsze umocnienia w Kowalowej zaczęto budować w sierpniu 1778 r. — były to zasieki. We wrześniu i październiku budowano solidniejsze fortyfikacje polowe. Być może na chwilę je porzucono po działaniach zaczepnych podjętych przez Austriaków (ale w takim razie dlaczego nie zajęli oni szańców na dobre? Może ich siły były zbyt szczupłe i obawiali się wejścia zbyt głęboko w pruskie terytorium, a w konsekwencji otoczenia przez wroga?). Na początku października posterunki zajęto już na stałe, obsadzono je załogą oraz artylerią i taki stan trwał aż do późnej wiosny 1779 r. Wobec tego pruskie oddziały przebywały w Mieroszowie i Kowalowej przez około 9 miesięcy.

Liczebność oddziałów pruskich

Trudno stwierdzić, z jakich źródeł korzystali autorzy wymienionych wyżej książek, opisując wojnę o sukcesję bawarską, ale obaj — i Werner, i Kerber — są z grubsza zgodni co do liczby żołnierzy pruskich, stacjonujących w okolicach Mieroszowa. Daty wydania ich dzieł różnią się zaledwie o dwa lata — ,,mieroszowska’’ kronika Wernera została opublikowana w 1883 r., ,,książańska’’ kronika Kerbera w 1885 r. W żadnym przypisie kroniki Kerbera (młodszej) nie ma odniesienia do dzieła Wernera, natomiast same źródła książki Kerbera wyglądają solidnie — podtytuł na okładce dumnie głosi, że tekst jest oparty o książęce archiwa oraz ,,inne wiarygodne źródła historyczne’’.

Paul Kerber --- bibliotekarz Hochbergów

Długo nie mogłem poznać imienia autora ,,książańskiej’’ kroniki — znałem go tylko z inicjału imienia: P. Pełne imię poznałem w lutym 2025 r. z artykułu zamieszczonego w periodyku Śląskie Zeszyty Krajoznawcze (wcześniej Informator Krajoznawczy). W numerze 66 z 1993 r. Romuald M. Łuczyński, autor tekstu Biblioteka majoracka w Książu, gabinet sztuki, archiwum, napisał o Kerberze tak: Już w l. 70-tych i 80-tych ub. wieku, ówczesny bibliotekarz książęcy, Paul Kerber, opublikował pewną ilość prac, będących wynikiem właśnie poszukiwań i badań w bibliotece majorackiej.

Kerber pisze o oddziale liczącym 100 ludzi, rozproszonym na polach Rosenau wskutek austriackiej ofensywy, natomiast Werner wspomina o pikiecie huzarów złożonej ze 130 ludzi, przez długi czas pozostającej w samym Friedlandzie. Obaj są bliscy prawdy, co można ustalić na podstawie map sztabowych.

Oto legenda pierwszej mapy, z opisami poszczególnych posterunków:

Mapa z 1778 r. --- legenda
 

Legenda drugiej mapy, z wyraźniejszymi podpisami:

Mapa z 1778 r. --- legenda
 

Spróbujmy odczytać te opisy:

A. Reduta — 1 oficer, 27 żołnierzy (dosłownie ludzi), 4 armaty

B. nieobsadzony (steht nichts — nie istnieje)

C. Flesza — 1 gefrajter (odpowiednik starszego szeregowego), 4 żołnierzy

D. Reduta — 1 oficer, 27 żołnierzy, 4 armaty, 1 haubica

E. Blokhauz z drewnianych bali — 1 podoficer, 9 żołnierzy

F. Blokhauz z drewnianych bali — 1 podoficer, 16 żołnierzy

G. Strażnica we wsi — 1 oficer, 28 żołnierzy

H. Strażnica polowa huzarów — 1 podoficer, 10 koni

I. Strażnica polowa huzarów — 1 oficer, 24 konie

K. Strażnica polowa huzarów — 1 podoficer, 16 koni

L. Obóz (prawdopodobnie chodzi o namioty)

M. Palisada

Obliczenia pozwalają stwierdzić, że pruskie siły w Kowalowej i na północnych przedpolach Mieroszowa liczyły 112 szeregowych żołnierzy, 4 podoficerów i 4 oficerów. Oddział miał do dyspozycji 50 koni. Siła ogniowa to 9 dział — 8 armat i 1 haubica.

Co dalej?

Wiemy już, że w osiemnastym wieku w Kowalowej naprawdę był obóz wojsk pruskich. Ale gdzie…? Po wskazówki zapraszam do drugiej części cyklu Fortyfikacje w Kowalowej.


Źródła

Wojna o sukcesję bawarską, Wikipedia (EN)

Wojna o sukcesję bawarską, Konflikty.pl

Ein Krieg um Kartoffeln und Zwetschken, Habsburger.net

Politische Correspondenz Friedrich’s des Großen, Universitätsbibliothek Trier

Der bayersche Erbfolgekrieg…, Kurd von Schöning, 1854

Geschichte des Bairischen Erbfolgekrieges, Eduard Reimann, 1869

Der bairische Erbfolgekrieg und der Friede zu Teschen, Karl Radda, 1879

Chronik von Friedland und Umgebung, August Werner, 1883

Geschichte des Schlosses Fürstenstein, Paul Kerber, 1885